Blog o życiu w Finlandii, o języku fińskim, ciekawostki, spostrzeżenia, miejsca warte zobaczenia, muzyka i wiele innych. Zapraszam !

niedziela, 1 listopada 2015

Pyhäinpäivä w Finlandii czyli Dzień Wszystkich Świętych

Dzień Wszystkich Świętych (Pyhäinpäivä) obchodzony w Finlandii jest zawsze w sobotę na przełomie października i listopada. W tym dniu wszystkie sklepy są zamknięte.

Ludzie odwiedzają groby na cmentarzach oczwiście, i ogólnie święto przebiega bardzo podobnie do polskiej tradycji. To co ja zauważyłam, to to, że nie ma takich tłumów wokół cmentarzy no i na grobach są raczej tylko świeczki. Nie ma zwyczaju dekorowania grobów w kwiaty, nie ma również przycmentarnego handlu. Należy zatem znicze zakupić wcześniej w sklepie.

Cmentarze są dość "surowe". Przez brak kolorowych kwiatów, panuje na nich leśny spokój i cisza.
W zeszłym roku odwiedziliśmy rodzinnie  najbliższy cmentarz. Poniżej kilka fotek a pod nimi kilka słów na temat Halloween.















Zwykle przy temacie obchodzenia Dnia Wszystkich Świętych i Zmarłych pojawia się też kwestia zaczerpniętego z kultury amerykańskiej czy angielskiej  Halloween (geneza tego święta tak naprawdę nie jest dokładnie znana, natomiast Stany Zjednoczone, Anglia, Kanada i Irlandia obchodzą je najbardziej hucznie). 

W Finlandii, z tego co zauważyłam podejście do świętowania Halloween jest całkiem podobne jak w Polsce - nie jest to ich święto więc jakoś szczególnie go nie przeżywają. Natomiast nie ma problemu, żeby dzieci miały frajdę i szkoły organizują bale przebierańców, dzieci robią różne ozdoby i mają z tego masę radochy. 


poniedziałek, 31 sierpnia 2015

Moja Finlandia i mój Kraków

Tymczasem zawitałam z Finlndii do mojego Krakowa na parę dni więc post ten będzie wyjatkowo o  Krakowie. No ale nie byłoby mojej Finlandii gdyby nie mój Kraków...

Ponieważ w dalszej części będę trochę narzekać, słowem wstępu muszę zaznaczyć, żeby było jasne, że Kraków kocham miłością  pierwszą. To najpiękniejsze miasto Europy! Dech zapierający Rynek, kamieniczki i uliczki są oszałamiająco urokliwe! Co się dziwić, że mamy tylu turystów, sama bym wybrała Kraków, choćby na magiczny weekend we dwoje z mężem. W dodatku niedrogo i wyjątkowo smacznie.

Ja wiem, że Kraków się rozwija i kiedyś może będzie jeszcze piękniejszy ale póki co wiele rzeczy uderza jak na chwilę chociaż popatrzy się z boku.

Po pierwsze lotnisko Balice. Wstyd i hańba! I nie interesuje mnie, że przecież się rozbudowuje, że będzie lepiej i piękniej. Bo nie będzie, Przede wszystkim jest super ciasno, a widoczna rozbudowa nie wróży wcale, że miejsca przybędzie.Poza tym ile ten remont trwa i trwa.... ale jak Arenę przyszło postawić to poszło szybciutko.... Brak organizacji, zamieszanie i lotniskowy chaos. Jak można całego wielkiego Airbusa zapakować w ciasny autobus w upalny wieczór żeby przewieźć do obskurnego miejsca odbioru bagażu, w którym trzeba się przeciskać, dopytywać i denerwować niepotrzebnie bo na tablicy wcale się nie wyświetla odbiór twojego bagażu.

A potem lotniskowy parking - cyrk i szopka niczym w Rosji (aczkolwiek w Rosji nie byłam, więc za przeproszeniem, moje porównanie jest dosyć "z dupy wzięte") - totalny brak miejsc, przepychanka taksówek, ludzi, bagaży, prywatnych aut. Ludzie z walizkami przebiegający przez ruchliwą ulicę na parking bo przecież  gdzie by tam przejście im kto organizował... A sam parking? -  za tę przyjemność płać jeszcze 5 zł za każde 15 minut. To zapłaciliśmy 15 złotych i zadowoleni uwolniliśmy się z tego ohydnego zgiełku.

A, że na zszargane nerwy nic tak dobrze nie robi jak zimne piwko w dobrym towarzystwie, od razu udaliśmy się na krakowski Kazimierz. No dobra, w piątkowy wieczór tłoczno było, ja nieprzyzwyczajona, bo jak ktoś powiedział, w Finalandii trzeba iść 3km żeby spotkać się z sąsiadem, więc nie narzekam. Było cudownie i chociaż nie zjadłam zapiekanki od Endziora, to porchetta z budy na Placu Nowym była absolutnie powalająca!

Wieczorny spacer z Kazimierza na Rynek - ach cudowny! Trochę kiepsko, że nie bardzo jest gdzie załatwić popiwową potrzebę, ale sikanie nocą pod krzaczkiem na plantach też ma wiele uroku :) Zwłaczcza jak się uda bez mandatu :)

Ulicą Sienną dotarliśmy na Rynek i od razu trzeba było robić fotki bo widok przeboski! Sukiennice oswietlone, pomnik Adasia Mickiewicza na swoim miejscu, wieża Mariacka jest. Oj, jest ale kto jej naczepił taki ohydny ledowy zegar jasny gwint! No takie rzeczy to chyba tylko w Polsce. Zeby taką piękną, zabytkową chlubę miasta tak przyozdobić. I jeszcze żeby było weselej, zegar pokazywał  złą godzinę!

No ale dobra, i tak było ładnie,  nawet nie było aż tak dużo ludzi (4 rano to też nie jakaś pora na normalne spacery po mieście). Szliśmy w stronę Bagateli więc chcąc nie chcąc musieliśmy zobaczyć Sukiennice od drugiej strony. I co  zobaczyliśmy? Jedno wielkie g.....  bo Sukiennic nie widać, za to na całej płycie rozpościerają się przepaskudne budy oraz scena. Jak można było taki piękny widok zasłonić ja się pytam? Kto na to się zgodził? Wszędzie na świecie eksponuje się takie piękne zabytki, ale w Krakowie widać musi być inaczej. Niechby postawili kilka ładnych folk-budek, niechby to jakoś było zorganizowane sensownie ale nie tak!!! Masakra jakaś! Potem już tylko przejście przez zawaloną pijaną młodzieżą ulicą Szewską, co kawałek albo już zarzyganą albo właśnie widzisz jak ktoś się przymierza, ale ostatecznie jak jesteś facetem to zawsze możesz zawiesić oko na dziewczynach wystrojonych w mini jakby je kto wprost z burdelu wyciągnął. No nie wiem, może teraz taka moda jest...

Na tym jednak nie skończę bo nie mogłam nie zauważyć, że miasto zaklejone jest dokumentnie obskurnymi reklamami. Dosłownie wszędzie aż się roi od kolorów, światełek, bez ładu i składu. Jedziesz sobie taką ulicą Wadowicką i Zakopiańską (trasa na Zakopane - wcale nie taka zła, wyremontowana nawet) i co 10 metrów billboard albo po kolei każdy przydrożny budek obklejony po samą górę. Markety, usługi, flizy, nawet reklama  wazektomii... ach szkoda, że nie zdążyłam jej zdjęcia zrobić. Chciałabym zobaczyć piękne widoki, chciałabym nacieszyć się rodzimym miejscem, chciałabym być dumna, że jestem stąd, ale jest mi wstyd... po prostu wstyd....





Kraków jest do cna zabudowany, gdzie się tylko da wstawia się kolejne budynki, biurowce, Lidle i Bierdonki przede wszystkim. Buduje się bez żadnego ładu i składu, bez próby wkomponowania się w urok miasta, byle tylko, heja!

Władze Krakowa wyniszczyły to miasto niesamowicie, z roku na rok pozbawiając je swojego klimatu sprzed lat, rządzi się tu przede wszystkim nepotyzm, kolesiostwo i korupcja. Nie oszukujmy się i nie udawajmy, że jest inaczej.  Gdyby było inaczej pewnie i drogi byłyby naprawione, i architektura zadbana, i urzędy działające sprawnie bez potrzeby zatrudniania mnóstwa zupełnie zbędnych urzędasów.


Ufff ponarzekałam? Eee nieeee.... to co opisałam widzą chyba wszyscy. Czy się zmieni? Nie wiem. Jeśli nadal wybierani będą ci sami rządzący, to na pewno nie, jeśli przyjdą  inni czy się zmieni? Realnie nie wiem czy to możliwe.


Póki co,  kocham moje miasto wybiórczo, spacerując będę musiała patrzeć selektywnie - wybierać z tego bałaganu te piękne zakątki, wyszukiwać dobre smaki i cieszyć się piękną pogodą, która podkreśla uroki królewskiego miasta Krakowa.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Świat Muminków na wyspie Kailo



Latem 2015 roku odwiedziliśmy cudowny świat Muminków położony na wyspie Kailo , w pobliżu Naantali, niecałe 20km od Turku, na południu Finlandii. Istnieje od 1993 roku. Spędziliśmy tam cały dzień ale myślę, że warto wynając sobie jakieś lokum na noc i zostać dwa dni aby zwiedzić resztę miasta.  Z okna autobusu wyglądało bardzo ładnie.




Można próbować szukać miejsca gdzieś bliżej pewnie, ale my trafiliśmy na parking,  z którego bezpłatnie transportują cię na miejsce. Parking kosztował 8 euro za cały dzień. Autobus odjeżdża co około 20 minut. Było bardzo dużo ludzi ale spokojnie dla każdego miejsce jest :)






Autobus wysadza ludzi kawałek od wejscia, a ponieważ Świat Muminków znajduje się na wyspie, trzeba przejść przez długi most, za którym znajdują się kasy biletowe. Cena biletu w tym roku (2015) to 27 euro (chyba, że kupisz przez internet to 26 euro - wtedy po przejściu mostu kieruj się na lewo, tam jest brama dla tych co bilety już mają).




Po zakupie biletów, możesz sobie zabrać mapkę wyspy (warto!) oraz nakleić dziecku naklejkę z jego imieniem i nazwiskiem oraz telefonem do opiekuna. Dobry pomysł, na wypadek gdyby dziecko się zgubiło pod wpływem wrażeń.




W Świecie Muminków spaceruje się i odkrywa. Nie ma żadnych roller coasterów ani karuzel, są za to atrakcje książkowo-bajkowe: komisariat policji, dom Muminków, straż pożarna, obozowisko Włóczykija (Snufkin po angielsku, a po fińsku chyba Nuuskamuikkus), jest domek czarownicy, jest labirynt (Ja i Pan  Mąż nawet się w nim zgubiliśmy), jest też plaża gdzie można się wykąpać, jest Buka!oraz wiele innych atrakcji. Co jakiś czas w kilku miejscach odbywa się przedstawienie dla dzieci, rówież w języku angielskim, a także na drodze spotkać można różne postaci z bajki. I oczywiście co? - Poprzytulać się! :D 














Na miejscu można coś zjeść, choć sama nie polecę nic oprócz lodów - dzieci mogą sobie je dowoli ozdabiać sosami i posypkami oraz zjedliśmy fajne zakręconee frytki. Koło miejsca do kąpieli (plaży wspomnianej wyżej) są grille więc można coś na ruszt zarzucić (zakładam, że nie będzie na to czasu), można wypić też kawę oczywiście. Są też bezpłatne toalety, fajnie przystosowane dla maluchów, jest też specjalny restroom dla mam z małymi dziećmi, gdzie można spokojnie usiąść w fotelu i dziecko nakarmić, jest przewijak, mokre chusteczki i muminkowe pieluszki do użytku :)

A jak ktoś zmęczony po całym dniu i nie ma siły dotrzeć te parę metrów do przystanku do autobusu, może poczekać koło wejścia na most, na ciufcię, która bezpłatnie przewiezie ten kawałek. Przy przystani są też urocze kafejki i restauracje, mielismy ochotę coś tam  zjeść ale czasu nam zabrakło....



Strona internetowa Świata Muminków:



Tripadvisor o Świecie Muminków:



Muminki na Facebooku:



Onet o Muminkach:



Inny blog o Muminkach:



Suomalainen koulu - część druga o fińskiej szkole

Wczoraj byliśmy na pierwszym w tym roku szkolnym zebraniu w szkole.  Jako, że sama jestem nauczycielem, każda wizyta w fińskiej szkole jest dla mnie cenna, tym bardziej, że wiadome jest, że fińska oświata wiedzie prym ogólnoświatowo. Ale to nie post o oświacie a o jednej szkole, do której chodzi moja Marta.

Oto co spodobało mi się tym razem:

1. Nauczyciele na luzie. Bez spiny w formie eleganckie wdzianko. Wychowawczyni mojej córki "wystapiła" w bluzie dresowej i jeansach. Schludnie i normalnie. Z uśmiechem.

2. Szkoła wygląda jak zawsze. Z okazji zebrania z rodzicami nie została wyszorowana do cna włącznie z wypastowaniem tablic (jak to bywało w mojej szkole). Wszystko wyglądało dokładnie tak jak podczas nauki dzieci. W klasie widać, że się dużo dzieje, dużo prac dzieci, również niedokończonych, biurko nauczyciela pełne róznych przyborów.

3.  Wyposażenie klasy. Każde dziecko ma swoją ławeczkę z otwieranym blatem. W środku znajdują się wszystkie pomoce - książki, ćwiczenia (łącznie dwie książki i jedne ćwiczenia), kredki, przybory do pisania, zeszyt jakiś. Jest zwykła kredowa tablica ale też tablica interaktywna, pianino, tablice z powieszonymi pracami dzieci, w kąciku umywalka. 

4. Kawa i ciastko dla rodziców. Bez kawy nie mogłoby się obejść. Jest wszechobecna w Finlandii, zatem po drodze do sali, każdy z rodziców mógł sobie nalać, lub ewentualnie wybrać herbatę. Niby nic takiego, a miło. A gdyby takie coś w Polskich szkołach wprowadzić? Przecież to koszt żaden...

5. Tłumacz dla nas. To miłe bardzo,  że zawsze na takich zebraniach jest zapewniony przez szkołę tłumacz. Łatwiej wtedy wszysto zrozumieć to oczywiste, ale też i zapytać.


Mojej Marcie szkoła podoba się bardzo. My też jesteśmy zadowoleni jako rodzice. Cieszy mnie to, że mają między innymi, zajęcia z prac ręcznych - ostatnio robili plecione zakładki do swoich książek; że każdą przerwę spędzają na szkolnym podwórku, że nauczyciele przypominają, że w trakcie przerwy obiadowej dzieci proszone są o spróbowanie wszystkiego co jest podawane, a jak coś im bardziej smakuje zawsze  mogą sobie wziąć dokładkę. Bo stołówka jest samoobsługowa i dzieci dbają o to by po sobie posprzątać ładnie, odnieść naczynia itd. 


Podoba mi się również to, że jest tak po prostu normalnie, że mimo, że jest to duża szkoła, wszystko jest jakoś fajnie zorganizowane, że biurokracja jest sprowadzona do minimum, że z nauczycielami jest łatwy kontakt (również w języku angielskim nie ma problemu). Ach trudno tak naprawdę oddać ten klimat...

Kiedyś może uda mi się zrobić jakieś zdjęcia w klasie Marty to dorzucę do tego posta. Kolejne zebranie mamy już końcem września, wtedy rodzice zapraszani są na indwidualne rozmowy z nauczycielem na temat postępów i spraw związanych z nauką. Do wyboru było kilka terminów, co też fajne bo nie zawsze można wtedy kiedy jest narzucone.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Kirpputori...

Nieodzowny element fińskiej kultury - KIRPPUTORI albo Kirppis, albo jak niektórzy mówią "badziewiak" :)
Miejsce w którym kupisz wszystko, fantastyczny wynalazek Finów, chociaż pewnie w innych zakątkach świata też spotykany. Pójdziesz raz i będziesz chodzić stale. No chyba, że kręcą cię wyłącznie nowe rzeczy.
Rzecz polega na tym, że wynajmujesz sobie stolik i wykładasz na nim wszystko to, co w domu ci już niepotrzebne albo ci się znudziło. Ustalasz sobie cenę i go.
W ten oto sposób można sobie wyposażyć mieszkanie, zmienić garderobę za grosze albo nakupić, jak ja, całe mnóstwo perfum, na ogół praktycznie pełnych. I nie podróbki (raz jeden zdarzyło mi się owszem, ale było to nieco świadome zagranie)

Żeby nie być gołosłownym - w czerwcu wyglądało to tak... Dziś już jest więcej ;)

I nie ma zalewu szmat z Niemiec albo UK - wszystko kręci się miejscowo. Rozleci ci się dzbanek od starego ekspresu, na pewno znajdziesz odpowiedni w kirpucie, choć ekspres już dawno de mode. 

Ja dzisiaj oczywiście też byłam na łowach - i tym razem przygarnęłam koszulkę adidasa, nówka za 1 euro oraz -haha- perfumy Esprit za 5 euro. 

No a niebawem sama będę musiała się zorganizować i stolik wynająć bo trzeba może pozbyć się paru rzeczy. I nie allegro ani olx.  W kirpucie spotkasz kogoś znajomego, pogadasz między stolikami, a jak masz ochotę to i kawy się napijesz bo oczywiście w każdym jest na to przeznaczone miejsce.